PROLOG
Jestem złą dziewczyną.
Ta myśl kurewsko rozpierdalała mój umysł. Rodzice od kąt pamiętam próbowali mi
pomóc nad sobą zapanować. Próbowałam. Nie potrafiłam. Mimo że wszyscy wokół
myśleli, że jestem twarda, nie mieli racji. Płakałam w poduszkę jak mała
dziewczynka każdej nocy. Moja psychika… Nie panuję nad nią od tego feralnego
wieczora. Kochałam go, tak bardzo go kochałam, a on po prostu mnie zostawił.
Kurwa to nie fair powtarzam w myślach. Był wszystkim i tak bardzo mnie zranił.
Powtarzał mi, że mnie kocha, to były tylko puste słowa, zresztą jak wszystkie
które szeptał mi do ucha naszej każdej wspólnej nocy. Jestem popierdolona i
nieprzewidywalna może to był powód, dla którego zrobił mi to co zrobił. Zresztą
czego się spodziewać po takim chłopaku? Jest bogaty, pakuje się w kłopoty po
czym jakby nigdy nic przychodził do mnie z poharataną twarzą składając swoje pocałunki
na moje szyi. Pocałunki… Jego rządne namiętności usta ile bym dała żeby znów
poczuć jego oddech na moim ciele, bicie jego serca, obecność… DOŚĆ!!!!
Elizabeth Carmen Sheeld! Kim ty byłaś dla niego, bo na pewno nie kimś ważnym?
Byłaś zabawką którą bawił się gdy jego życie go nudziło, byłaś jego dziwką
którą pierdolił kiedy chciał… Byłaś nikim, śmieciem którego potrzebował, ale
nic poza tym…. ZERO UCZUĆ. Do czasu…
Uprzedzam to mój pierwszy blog więc nie mam za bardzo wprawy J